DIORAMA - amaroid

Chyba jestem cyborgiem? Nie wiem jak to się stało, ale posiadam dwa muzyczne oblicza. Jako „Electrodancer” lubię przemierzać kluby tańca w pogoni za pędzącymi dźwiękami dyskotekowych rytmów. Natomiast moja druga osobowość potrzebuje spokojnych, wysmakowanych i dających ukojenie uniesień. Takie pejzaże odnalazłem w twórczości m.in. Angels & Agony, Final Selection i opisywanej Dioramy. Płyta „Amaroid” to najnowsza pozycja w dyskografii zespołu i właściwie zbytnio nie odbiegająca od muzyki zawartej na poprzednich albumach. Nawet się ucieszyłem, że się nic nie zmieniło, bo tak naprawdę oczekuję właśnie takiego brzmienia, które pobudzi wyobraźnię i ostudzi taneczny zapał.
W dalszym ciągu formacja proponuje sporą dawkę melancholii, nostalgii i zadumy. Nagrania ciekawie aranżowane na elektroniczne instrumenty przyprawione zostały cieniami mrocznego klimatu. Czuje się obecność ducha w czarnej pelerynie. Także nadano im delikatniejszego i stonowanego wyrazu. Stanowi kombinację pomiędzy ciepłym, analogowym brzmieniem, a nowoczesnymi osiągnięciami technologii produkowania płyt. Niewątpliwą ozdobą piosenek Dioramy jest ich wokal. To przede wszystkim on buduje jakiś niesamowity nastrój. Sprawia, że muzyczna głębia wydaje się nie mieć końca. Pieśniarz śpiewa swoim mocnym, zbolałym i tęsknym głosem. Wypływa z niego tak wiele smutku, że trudno opanować wzruszenie. To jak epickie opowieści zabarwione poetycką nutą, które kierowane są głównie do marzycieli i romantyków. Dzięki fali syntezatorowego obłędu można odkryć tak wiele prawd o sobie. Te melodie potrafią wywabić z umysłu najskrytsze myśli. Przy niektórych dźwiękach i partiach śpiewanych, aż łzy same cisną się do oczu. Niesamowita atmosfera spowija słuchacza potrafiąc przenieść w świat marzeń sennych. Na krążku odnajdziemy nasycony elektroniką i dynamiczny utwór „Dearbrother”. Zawiera całą potęgę manipulowania uczuciami słuchacza. Grupa tworzy swoje historie w postaci mikstury piosenek umiejętnie dzieląc je na te z tanecznymi podkładami, a także takie, które swoją ckliwością łapią za serce.
Płyta charakteryzuje się elektronicznym, przestrzennym tłem dla pełnych emocji opowieści. Robi wrażenie jakby bardziej subtelnego wydawnictwa, zaskakującego momentami bogactwem brzmienia i barw oraz precyzją w budowaniu napięcia. Trudno zaliczyć „Amaroid” do wielkich dzieł, ale dla fanów może być ciekawym uzupełnieniem kolekcjonerskiej półki oznakowanej jako melancholijne electro.

text: Artur Jakrzewski

quelle online-rezension: electr-on.pl - april 2005

bitte schreiben sie uns, falls unsere autoren- oder quellenangabe nicht zutrifft!
hinweis zum copyright: siehe disclaimer - Urheber- und Kennzeichenrecht.


drucken             home             zurück